Forest spirits and other cute critters, simplicity of the narrative and the use of symbols in the story – rings a bell? In this article, we’ll take a look at the relatedness of soundtracks from Studio Ghibli movies (Howl’s Moving Castle, the eponymous Princess Mononoke, My Neighbor Totoro) and the soundtrack of Ori and the Blind Forest. The scores, besides sharing similarities through the main stories’ narratives (children’s tales), when analyzed, open up an interesting lead on how cultural influences impact one another.

Ori and the Blind Forest to podręcznikowo „doprawiony” soundtrack.

Before we start: all those who haven’t yet seen any of Hayao Miyazaki’s animations need to catch up. It goes without saying – the cult-classics have for decades entertained and moved hundreds of thousands of people of any age and culture. The movies themselves are excellent, but, by the nature of the article, the recommendation also touches on Joe Hisaishi’s amazing soundtracks to those movies.

When we first listen to Ori and the Blind Forest, one of the most striking aspects of this soundtrack is it’s simplicity. There lies it’s strength – but the simplicity is not too overwhelming. From time to time, Gareth Coker hits us with a whole tone scale or layered flute parts painting a completely off-world atmosphere. In this matter, Ori and the Blind Forest is a textbook example of how to spice up the soundtrack – the balance between simplicity and compositional bravado is well kept. This is even more satisfactory considering the fact that video game music often demands restraint from a composer. Otherwise, the artist’s pieces will start being a nuisance to the player, instead of helping the immersion. Here, in this soundtrack, every single sound seems to be in perfect place.

Problem z prostymi melodiami jest taki, że… są proste, więc pole manewru kompozytor ma bardzo ograniczone. A im częściej będziemy je spotykać, tym szybciej zaczną nam się nudzić. Ale nawet jeśli Steam Store i resztę elektronicznych straganów zaleje w najbliższych latach platformówkowa plaga, warto zapamiętać Ori and the Blind Forest z jednego szalenie istotnego powodu. A mianowicie: brytyjski kompozytor napisał ścieżkę dźwiękową, używając dalekowschodnich receptur, co prowadzi dialog pomiędzy muzycznymi tradycjami Europy i Azji w całkiem nowy kierunek. Gareth Coker przedstawił nam partyturę bliską twórczości Joe Hisaishiego, która z kolei opiera się na fundamentach muzyki zachodniej. Powstaje więc dziwaczna pętelka wcale nie tak trudna do rozsupłania, ale ciekawie pokazująca, które elementy muzyki przeżywają bitwę dwóch lub więcej perspektyw. A jest ich zaskakująco dużo.

Miejmy tylko nadzieję, że nie dojdzie do izolacji tego prostego, dziecięcego stylu „eurazjatyckiego”. Szkoda byłoby, gdyby tak mocno chwytająca za serce muzyka przestała się rozwijać, zjadła własny ogon i powtórzyła los trailer music tudzież elektro-epiki Hansa Zimmera, którego ikoniczne (pozwólcie, że posłużę się onomatopeją) BRRAWWRRM jest wyśmiewane z taką samą werwą, jak kiedyś było wychwalane. Jak na razie Ori ciągle jest wielkie. Czas pokaże, czy tak zostanie. Ale wiecie co? Nawet kiedy kartki pożółkną, a okładka zblednie, książkę dalej da się czytać. A tym bardziej dobrą. „Literatura” Garetha Cokera do złych nie należy.

Executive Editor

Marek Domagała

Electric guitar, cinema and as much Rocket League as possible. Loves synthesizers and wouldn't mind some good black metal either. Taking the first steps as a video game composer.